Praktyka medytacji

Teoria medytacji

Mistrzowie medytacji

Medytacja a Wielkie
Systemy Duchowe

Medytacja a seksualność

Medytacja a stres

Medytacja a zdrowie

Polecamy

Czytelnicy piszą
Linki

Ebooki o rozwoju
Ebooki - wszystkie

Strona główna


Księga Gości
dopisz się - przeglądaj







relaxation



zen coaching

 




ksiazki
ezoteryczneee

Aktualności                  Sklep                 Kontakt                FORUM                  Blog

 

 

 Mistrz ZEN Seon Sa Nim 
           
Seung Sahn 

 

 
Mistrz zen Soen Sa Nim (Seung Sahn) pochodzi z Korei. 
W młodości poszukiwał sensu życia i zagłębiał się w najróżniejsze teksty filozoficzne. Rozgoryczony wojną domową, jaka wtedy miała miejsce w Korei, udał się w góry i oddał studiowaniu tekstów mistycznych.

Spotkał wtedy jednak pewnego mnicha, który doradził mu, aby wykonywał praktykę duchową, gdyż ostateczną prawdę może odkryć jedynie przez duchowy trening, 
a nie poprzez samo tylko zgłębianie ksiąg. 
Mnich ten zalecił mu wykonywanie intensywnego odosobnienia polegającego na wielogodzinnym śpiewie Wielkiej Dharani, przez okres 100 dni. 
Tego typu praktyki są dynamiczną formą medytacji, kiedy to praktykujący medytuje na słuchanie swojego głosu i odczuwanie pojawiającej się energii. W jego umyśle nie ma wtedy żadnych innych rozpraszających myśli.

Kiedy umysł praktykującego staje się już tak czysty jak lustro, 
wolny od świadomych i nieuświadamianych nastawień, 
wtedy może odbić się w nim odwieczne światło prawdy, 
niczym księżyc w tafli spokojnego jeziora.

Praktyki śpiewania Dharani są bardziej dynamiczną formą wykonywana medytacji, ale mają ten sam cel, co milcząca medytacja (zazen). 

Soen Sa Nim, mając niewiele ponad 20 lat, bardzo mocno zaangażował się w swoją praktykę wykonywania treningu duchowego na odosobnieniu 
i uważa się, że osiągnął wtedy głębokie duchowe przebudzenie - oświecenie. 

W niedługi czas potem został duchowym następcą mistrza Zen Ko Bonga
Linia duchowych mistrzów tej tradycji zen wywodziła się od mistrza Kyong Ho. Jego następcą był Mang Gong
a następcą Mang Gonga 
był właśnie Ko Bong.

Sam mistrz Kyong Ho miał niezwykle barwną i bogatą historię swojego życia i można powiedzieć, że jego przekaz i nauczanie były w jakimś stopniu podobne do tradycji "szalonych joginów" 
w Tybecie.

Znana historia z życia Kyong Ho głosi, że kiedyś podróżował on z uczniem Mang Gongiem i nie wiedział, czy uda im się zdążyć przed zmrokiem do świątyni, gdyż Mang Gong był już bardzo zmęczony. 
Mistrz podszedł wtedy do wiejskiej dziewczyny, schwycił ją w ramiona i pocałował.
Stojący nieopodal wieśniacy, oburzeni rozpoczęli gonić ze złością mnichów. Kyong Ho wykrzyknął do Mang Gonga "ratuj życie i uciekaj!" i popędził w kierunku świątyni.
W taki oto sposób mnisi zdążyli do świątyni przed nadejściem zmroku.


 


 

Po osiągnięciu duchowego przebudzenia Soen Sa Nim kontynuował swój trening duchowy w Korei, a następnie został mianowany do nauczania tej tradycji zen w Japonii.
Następnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby zgodnie z radą swego mistrza, nauczać duchowej tradycji zen na Zachodzie.
Rozpoczął tam jednak budowanie swojej szkoły od zupełnych podstaw - początkowo zatrudnił się w pralni jako hydraulik i zapraszał po pracy Amerykanów do wspólnej medytacji w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu.
Stopniowo liczba jego uczniów stawała się coraz większa, aż w końcu stała się prężnie działającą na całym świecie i usystematyzowaną 
"Szkołą Zen KUAN UM". 

Obecnie szkoła Kuan Um posiada ośrodki w większości państw Europy, w wielu miastach amerykańskich, a także na pozostałych kontynentach.
Mistrz Seung Sahn (Soen Sa Nim to koreański tytuł: "Czcigodny Mistrz Zen") mianował najpierw wielu zaawansowanych uczniów na stopień Poep Sa Nim (Mistrz Nauczyciel Dharmy), który uprawnia do prowadzenia w ramach tej szkoły formalnych rozmów koanowych, 
a następnie, po kolejnych kilkunastu latach - mianował 
część z nich na pełnych Mistrzów Zen, co uprawnia te osoby zarówno do reprezentowania stylu szkoły Kuan Um, 
jak i do wprowadzania własnego stylu.

 

 

Mistrz Soen Sa Nim Seung Sahn wielokrotnie powtarzał, że z czasem musi powstać na Zachodzie - zachodni styl zen (np. w Ameryce - amerykański, w Polsce - polski itd.).
Podobnie było z zenem w Azji. 
Kiedy Bodhidarma przeniósł z Indii esencjonalną linię nauk Buddy do Chin, tam połączyła się ona z rodzimą kulturą (m.in. z taoizmem) tworząc chiński chan. Gdy tradycja ta przeniosła się do Japonii - połączyła się z kultura japońską , tworząc zen.

Na Zachodzie z czasem zen być może połączy się z chrześcijaństwem i pozostałym elementami kultury, religii i mentalności zachodniej.
Jest to możliwe, ponieważ zen sam w sobie nie jest związany z jakimkolwiek dogmatem. 
Jest on raczej tradycją bezpośredniego i żywego przekazywania esencjonalnego duchowego doświadczenia.
Sposób nauczania i styl wyjaśniania go, jest tu sprawą drugorzędną. Najistotniejsze jest natomiast samo duchowe doświadczenie, które powstaje wtedy, gdy praktykujący potrafi opróżnić swój umysł z wszelkich koncepcji.

Doświadczenie jednak tej podstawowej pustki, przestrzeni i świetlistości nie jest jedynym celem zen.
Przed praktykującym są jeszcze dwa kolejne kroki - nauczenie się przebywania w tym stanie - postrzeganie wszystkiego co nas otacza właśnie w takim stanie - jest to postrzeganie prawdziwego świata, percepcja wolna od własnych zniekształcających filtrów - przed praktykującym odsłania się wtedy świat absolutu i prawdy.
Następnie ważnym krokiem jest pogodzenie i połączenie tego stanu z właściwym funkcjonowaniem. Bedąc w zgodzie z chwilą obecną praktykujący powinien odnajdywać realizację swojego duchowego przebudzenia poprzez odkrywanie właściwej funkcji wszystkiego.
Najprościej można to określić jako: 
"gdy jesteś głodny - jedz, gdy jesteś zmęczony - odpoczywaj, kiedy ktoś jest głodny - daj mu jeść, gdy ktoś jest spragniony - daj mu pić".

Zatem medytacją zen nie jest jedynie spokojne i nieruchome siedzenie na poduszce - jest nią także postrzeganie świata w takim stanie wolności od wszelkich ograniczeń umysłu, jak i funkcjonowanie w świecie, kiedy to odkrywamy obecny we wszystkim absolut, poprzez takie funkcjonowanie, które tworzy harmonię z daną chwilą i innymi.

Soen Sa Nim często doradzał swoim uczniom, by kiedy np. wchodzą do Kościoła - po prostu się przeżegnali i uczestniczyli w modlitwach chrześcijańskich.
Zen nie polega na przywiązywaniu się do idei "jestem praktykującym zen", ale na utrzymywaniu umysłu czystego jak lustro.
Umysł, który się wzbrania przed czymś (np. "to nie moja religia" itp.) jest umysłem dualnym (przywiązanym do przeciwieństw), zaś umysł kiedy np. praktykujący zen bez żadnych ograniczeń uczestniczy w modlitwach chrześcijańskich, jest umysłem niedualnym - czyli właśnie umysłem zen, umysłem przebudzonym.

 

Jest bardzo ciekawa historia o tej zasadzie "wspólnego działania". Pewien uczeń Soen Sa Nima miał ojca bardzo sfrustrowanego życiowo, który sporo pił. Człowiek ten narzekał na wszystko (prezydenta, polityków i cały świat), iż jest beznadziejne, a następnie się upijał.
Wtedy to jego syn (uczeń zen) odpowiadał mu, że to nie wszystko jest beznadziejne, lecz on sam (czyli ojciec) jest beznadziejny. Powinien się zmienić i zamiast pić - lepiej zająłby się praktykowaniem zen.
Jednak uwagi takie dawały efekt odwrotny - ojciec wykrzykiwał, że nienawidzi tego wszystkiego i także nienawidzi tego "zen". 
Wtedy to uczeń zen poradził się swojego nauczyciela, czyli Soen Sa Nima. Ten zaś zwrócił mu uwagę, że popełnia błąd w swoim stylu nauczania ojca, ponieważ bardzo ważne jest wspólne działanie. Najpierw powinien z ojcem wspólnie się napić i przytakiwać mu w tym, co on mówi, a dopiero potem, kiedy poprzez wspólne działanie powstanie nić zaufania i porozumienia - powinien pouczyć swojego ojca.
Nauczanie to związane jest z ideą działania Bodhisattwy - ideału szkoły Mahajana. Bodhisattwa w stosunku do innych kieruje się miłością i z tego powodu jest gotów dostosować się do otoczenia, a następnie naucza, jak opanować swój umysł, kiedy zdobędzie już nić porozumienia.

Tak też uczynił ów uczeń - napił się któregoś razu z ojcem alkoholu, i kiedy ten narzekał na prezydenta - syn przytakiwał: "tak masz rację - prezydent jest beznadziejny!". Gdy ojciec narzekał na rząd - potwierdzał to też syn, gdy narzekał na gospodarkę - syn podobnie.
Wtedy ojciec bardzo otworzył się na swego syna. Powiedział coś w rodzaju: "jesteś wspaniałym synem, widzę, że ten zen zrobił z ciebie ludzi".
Po tym wydarzeniu ojciec zainteresował się praktyką zen i faktycznie zamiast oddawać się upijaniu, zmienił kierunek swojego życia.

 

Równie ciekawa jest historia listu Soen Sa Nima do Papieża Jana Pawła II.
Soen Sa Nim uważał, że zbyt dużo cierpienia, wojen i konfliktów powstaje z powodu nadmiernego trzymania się przez przywódców religijnych swoich koncepcji na temat duchowości. 
Zgodnie z nauczaniem zen - to nie pogląd sam w sobie jest zły, ale nadmierne przywiązanie do niego. 
Soen Sa Nim uważa, że nawet najlepsze i najbardziej głębokie nauczanie Buddy, gdy nadmiernie się do niego przywiązujemy - staje się trucizną. 
Wynika to z prostego faktu, że Budda, 
jak i inni wielcy duchowi nauczyciele, 
byli w stanie duchowej realizacji, a zatem nie byli do niczego przywiązani, ponieważ w pełni przekroczyli swój lęk. 
Działali powodowani, nie  przywiązaniem do swoich koncepcji, ale  miłością do innych ludzi i chęcią pomocy.

Dlatego przywódcy religijni, 
kiedy nadmiernie przywiązują się do swoich koncepcji, to chociaż mają wtedy szlachetne idee - 
wypaczają znaczenie słów wielkich nauczycieli.
Aby rozumieć prawdziwą czystość, potrzebne jest nieprzywiązanie do swoich przekonań. 
Wtedy słowa wielkich duchowych mistrzów stają się znacznie bardziej zrozumiale.

Dlatego też Soen Sa Nim, w czasach kiedy Jan Paweł II był bardzo aktywny na rzecz ekumenizmu na świecie, zaproponował mu w liście, spotkanie wszystkich duchowych przywódców religijnych, które miałoby polegać na wspólnym wzięciu kąpieli (np. wspólne pójście do sauny), a następnie na wspólnym posiłku. Niech pokój zapanuje na świecie poprzez to, że przywódcy sami przez chwilę między sobą wprowadzą pokój i harmonię.
Istotnym elementem porozumienia ma być bowiem najpierw wspólne działanie. 
Dopiero potem pojawia się gotowość do porozumienia.

Światowi duchowi przywódcy nie byli chyba jednak jeszcze gotowi na tak niekonwencjonalną propozycję, bo proponowane spotkanie jeszcze nie doszło do skutku. 

 

powrót do góry strony

 

zamów: "Alchemia i moc medytacji"